Lofoty 2009

VIII Wyprawa Fotograficzna Szwecja – Norwegia LOFOTY 2009

16 lipca

Szczelnie wypakowanym autem wyruszyliśmy w nocy 15 lipca przez Warszawę do Gdańska. Koszmarna droga dojazdowa do portu nie zmieniła się od kilkunastu lat; bruk połatany asfaltem i odrapane budynki robią mocne wrażenie na przybywających tą drogą skandynawskich turystach. Załoga wyeksploatowanego promu w znoszonych kombinezonach wpisuje się klimat. Na pokładzie dominują Polacy i Ukraińcy, większość jedzie w poszukiwaniu pracy – zaczynają się zbiory borówki. Spokojną atmosferę burzy otwarcie sklepu wolnocłowego – mocne trunki spożywane na wyścigi sprawiają że nastroje od pacyfistycznych szybko bliskie są rękoczynów.

17 lipca

Szwecja wita słońcem. Miła niespodzianka; z Nyneshamn do Sztokholmu mkniemy nowiutką dwupasmową drogą której w ubiegłym roku jeszcze nie było. Stolicę zostawiamy sobie nadeser przejeżdżamy przez ścisłe centrum w 2 kwadranse. Pierwszy przystanek to Gamla Uppsala, średniowieczny kościół i trzy ogromne kurchany. Na niebie pierzaste cumulusy a łąki pachną upojnie. Nasza uwagę przyciaga jednak świadectwo współczesności – wielki nowoczesny meczet.

18 lipca

Droga na północ – dzisiejsza atrakcja to klifowe wybrzeże Bałtyku Hoga Kusten w którego pobliże dostajemy się gigantycznym wiszącym mostem (długość 1,8 km, filary wysokości 180m). Droga na szczyt z dołu robi wrażenie ostrej wspinaczki jednak liczne schodki, drabinki, poręcze dyskretnie wkomponowane w skały bez nadmiernego wysiłku pozwają zdobyć szczyt. Delektujmy się rozległym widokiem na wypiętrzone skały bałtyckiego wybrzeża. Dzień kończymy w hutniczej wiosce skansenie. W oryginalnych wnętrzach XIX- wiecznej manufaktury współczesna galeria i scena z widownią. Trafiliśmy tu przypadkiem, mam wrażenie że Szwedzi bardzo oszczędnie dzielą się malowniczymi zakątkami.

19 lipca

Północ Szwecji skrywa najbogatsze na świecie złoża rudy żelaza, jesteśmy w rejonie kopalń. Zebrany rdzawy kamień waży jakieś 30% więcej niż wskazuje jego objętość. Zastanawia nas obecność w lesie wielkich betonowych słupów na jednym z nich drapieżny ptak założył gniazdo. Okazuje się że jest to pozostałość linowej kolejki do transportu kopalnianego urobku. Część kolejki została zachowana – żelazna kubły zamieniono na osobowe gondole, 2 godzinny przejazd nad jeziorem i tundrą jest obecnie turystyczną atrakcją. Na koniec dnia dla odmiany wytwór natury – gigantyczny kanion rzeki bez rzeki. Powyżej tama hydroelektrowni – poprzez koryto prowadzą kładki i platformy widokowe. Nie zauważamy że na zegarkach godz. 23 tymczasem słońce oświetla jeszcze najwyższe wzniesienia – wkraczamy w strefę polarnego dnia.

20 lipca

Przy drodze a czasem i na drodze spotykamy pierwsze renifery to już Laponia. Bierzemy kąpiel w ciepłej wodzie jeziora i łodzią opływamy niewielkie wyspy. W Jokkmok przekraczamy krąg polarny. Zwiedzamy zamienione na muzea stare zabudowania czynnych kopalń, dojeżdżamy do największej z kopalń w Kirunie. Upał, w pobliżu charakterystycznego miejskiego ratusza plażujemy na trawniku. Nad jeziorem Tornetrask natrafiamy na zimowe obozowisko Samów – chałupniczo wykonane metalowe domki z kominkami w środku tworzą kosmiczne osiedle. Znajdujemy róg renifera, zabieramy go jako lapońskie trofeum. U schyłku dnia jesteśmy w Parku Narodowym Abisko. Na drodze białe pasy zastępują żółte, jesteśmy w Norwegii.

21 lipca

Po drugiej stronie fijordu mijamy Narvik, potem mostem dostajemy się na archipelag wysp których kulminacją są Lofoty. Nad morzem Norweskim w Evenstangen zwiedzamypozostałość niemieckiej baterii dział z czasów II wojny światowej. Sieć bunkrów i umocnień pomimo zniszczeń jest imponująca. Leniwie w słońcu penetrujemy piaszczyste plaże zbieramy muszle i pancerze krabów. Turkusowy kolor wody, wybujałe łąki i świetlny spektakl pozwala smakować obecność tutaj. Zwalniamy tempo podróży.

22 lipca

Malownicze Henningsvaer. Spotykamy autokarową wycieczkę z Polski i Czech. Czesi wyruszają na morskie safari, my i nasi rodacy zadowalamy się spacerem po nabrzeżu. Na stromych stokach wynurzających się wprost z morza młodzi ludzie ćwiczą górską wspinaczkę. Po piaszczystej plaży galopuje dziewczyna na koniu. Po poduchach mchów i krzakach pełnych borówek zdobywamy nadmorski szczyt. Nasze wspinaczkowe postępy bacznie obserwuje na zmianę para orłów. O północy jeszcze sesja z ostrygojadami, w tle wiszące nad horyzontem słońce.

23 lipca

Kolejny dzień w nowym świetle również rozpoczynamy od zdjęć ostrygojadów. W muzeum Wikingów zwiedzamy skansen w którym m.in. z łuku można postrzelać do drewnianego niedźwiedzia i wejść na zacumowany drakkar – kopię łodzi Wikingów z przed 1000 lat. Wieczorem zakładamy obóz w Utaklev z malowniczą plażą. W powietrzu króluje para orłów, w morzu para delfinów a na plaży wydra to właściwie jedyni nasi towarzysze. Około północy pojawiają się turyści aby obserwować „midnight sun”.

24 lipca

Nadciągają chmury, światło robi się płaskie, jedziemy dalej aż do „A” na krańcu Lofotów.
Niestety zaczyna padać mżawka, mgły przesłaniają horyzont, dzień wykorzystujemy gospodarczo na ładowanie baterii. Wyczekując w samochodzie zapominamy że stacja turystyczna ma swoje godziny otwarcia. Okazuje się że nasz elektroniczny dobytek został zamknięty! Po długim stukaniu do drzwi okazuje się że jeden pracownik został dłużej i ładowarki zostają odzyskane.

25 lipca

Kolejny dzień rozpoczyna się podobnie. Marne szanse na poprawę pogody, jesteśmy w Utaklev. Budka przystanku autobusowego pozwala przyrządzić posiłki, miejscowy farmer nawozi właśnie obornikiem pobliskie łąki. Przystanek chroni przed deszczem ale przed zapachem już nie… Przed północą wiatr zaczyna rozwiewać chmury, można wyjść na zdjęcia. Kończymy pracę już w słońcu o 4 nad ranem – ale było warto !

26 lipca

Od rana upał, tuż za górą mamy osłoniętą i rozległą plażę. Około południa pojawia się tam kilkaset osób ! Skąd tylu ludzi na takim pustkowiu ? Plażujemy, zahartowane norweskie dzieci w lodowatym morzu zażywają kąpieli, starsi przed wejściem do wody zakładają piankowe kombinezony i rękawice. Późnym popołudniem wracamy do Reine aby podobnie jak w ubiegłym roku popatrzeć na nie z wysokości kilkuset metrów. Wychodząc na górę spotykamy parę studentów z Krakowa! Widok ze szczytu w pocztówkowym wizerunku Lofotów jest obowiązkowy. W zatoce motrówki „wypisują” na wodzie ósemki. Schodzimy z góry po północy, w drodze powrotnej niebo tonie w purpurze mocno zmęczeni marzymy o śnie – teraz żałujemy że nie znaleźliśmy siły na wieczorne zdjęcia.

27 lipca

Pogoda trochę kaprysi, spływamy promem na kontynent. Lofoty z morza w sprzyjającym świetle jawią się w pełnej krasie. Dwie godziny przyjemnej morskiej podróży i wraca upał. Zatrzymujemy się pod zbudowanym z drewna pomnikiem norweskiego laureata literackiej Nagrody Nobla Kunta Hamsuna. Widzimy że prawie wszystko: płoty, ławki, stoliki, domy i też postać pisarza zbudowane są z tych samych desek, o tym samym przekroju i rozmiarze. W małym miasteczku wkomponowane w pejzaż powstaje centrum kultury o niezwykle wysmakowanej architekturze.

28 lipca

Jedziemy na południe, otaczające nas wypolerowane przez lodowce góry błyszczą w słońcu. Szczyt Krk przypomina górę z filmu Spilberga „Bliskie spotkania III-stopnia”. Pogoda znów zaczyna się psuć, mżawka nasyca kolory zieleni, fotografujemy zagubione wraki starych ciężarówek.

29 lipca

Dziś górska wycieczka do czoła lodowca Svarisen. Wyruszamy ścieżką wzdłuż jeziora. Ja pokonuję tą drogę po raz szósty, ale pierwszy raz w tak sprzyjającym świetle. Upał, na szlaku spotykamy tylko 1 osobę. Kontrast rdzawej skały, bieli lodu i granatu nieba zatrzymuje nas na długo. Tym razem wybieramy się wyżej, ponad lodową czapą z nowej perspektywy podziwiamy lodowy krajobraz.

30 lipca

W pobliżu Rago Nasjonalpark próbujemy zwiedzić podziemne groty. Jaskinia jest oświetlona, wchodzimy do środka wyposażeni awaryjnie w 1 latarkę. Zagłębiamy się, po 200m gaśnie światło! Udaje się nam bezpiecznie wycofać, okazuje się że wstęp jest tylko z przewodnikiem, kiedy grupa kończy trasę wychodząc drugim wyjściem przewodnik gasi oświetlenie. Całe popołudnie spędzamy nad wielkim wodospadem obserwując dosłownie w zasięgu ręki wyskakujące z wody łososie. Niektóre mają wiecej jak 50 cm długosci. W jednym kadrze udało się pochwycić trzy sztuki.

31 lipca

W okolicy Bronnoysun zwiedzamy kolejne pozostałości niemieckiej baterii dział połączonej siecią wykutych w skale tuneli. Zaciekawieni nazwą ruszamy na przylądek Horn, wspinamy sie na górę – huraganowy wiatr zatrzymuje ekipę – jako jedyny osiągam szczyt. Na górze można się schronić w resztkach niemieckiej wartowni. Dzisiejszy cel to góra Torghatten która na wysokości 160m jest przeszyta naturalnym przejściem o wysokości 40m. Dziwne kształty skał to efekt działania wiatru, mrozu i morza pod koniec epoki lodowcowej. Wyspa połączona jest wygiętym w łuk wysokim mostem. Zostawiamy samochód i ruszamy na piechotę – z góry robimy „lotnicze zdjęcia”. Nocleg tuż przy plaży – to pożegnanie z polarnym dniem.

1 sierpnia

Skracamy drogę płynąc przez fiord promem. W lasach zbieramy borówki, maliny i prawdziwki giganty. Dziś planujemy przejechać sporo kilometrów, ten rejon na szczęście nie obfituje w nadmiar atrakcji. Na koniec dnia podziwiamy realistyczne rysunki naskalne z przed 5000 tys. lat: słynnego Renifera z Bola , narciarza, niedźwiedzia i ptaka.

2 sierpnia

Jesteśmy w Trondheim. Parkujemy w dzielnicy portowej. Stara przemysłowa zabudowa przenika się z futurystyczna architekturą. Ekskluzywne budynki mieszkalne, kawiarnie i restauracje tworzą nowy klimat miasta. W starym centrum w pobliżu katedry uliczny teatr daje spektakl, rzemieślnicy prezentują swoje rękodzieła, można spróbować tradycyjnych potraw. Najbardziej podoba nam się warsztat kamieniarza w którym dzieci w ochronnych okularach z dłutami i młotkami w dłoniach mogą spróbować sztuki rzeźbienia w kamieniu.

3 sierpnia

Kierujemy się w stronę Lillerhammer. Przejeżdżamy przez Rodane Nasjonalpark, skąd w kierunku dwutysięczników prowadzą liczne turystyczne szlaki. Znów psuje się pogoda i szczyty możemy zobaczyć tylko w folderach reklamowych. Cały górski rejon jak śnieg pokrywa jasnozielony kożuch porostów. Las staje się niezwykle świetlisty a góry seledynowe. W Ringebu zwiedzamy Stavkirke. Wydajemy ostatnie korony, po czym na resztkach paliwa w wyjątkowo odludnym rejonie wjeżdżamy do Szwecji. Odliczamy kilometry – już na rezerwie udaje sie znaleźć czynną stację benzynową.

4 sierpnia

Szwedzki region Dalarnia, jej symbolem jest kolorowo malowany drewniany konik. Obfitość lasów i jezior, wszystkie domki i budynki gospodarcze „karnie” pomalowane na ten sam ceglasty kolor. Kierujemy się w stronę Sztokholmu. Zatrzymujemy się w kilku miasteczkach – wszystkie są do siebie podobne i dosyć nudne. Życie koncentruje się w centrach handlowych. Ukryte w lasach wypieszczone wiejskie domostwa również szukają odosobnienia i izolacji.

5 sierpnia

Sztokholm, jak na stolicę przystało, jest kosmopolityczny i kolorowy. Urodziwe miasto pełne wody, zieleni i okazałych budowli, wypielęgnowany dosłownie błyszczy w słońcu. Po długim miejskim spacerze w upale zwiedzamy główną atrakcję – klimatyzowane muzeum Vasa Ship. Polecamy każdemu kto znajdzie się w Sztokholmie, koniecznie trzeba zobaczyć ! Wieczorem przechadzamy się po zatłoczonym pasażu handlowym, pod irańskimi flagami odbywa się hałaśliwa demonstracja, kupujemy drobne pamiątki.

6 sierpnia

Ostatni dzień na szwedzkiej ziemi. W samochodzie po zjedzeniu zapasów powierzchnia wypełniła się różnego rodzaju znaleziskami. Staranne przygotowanie podróży pozwoliło uniknąć nieprzewidzianych sytuacji i szczęśliwie wrócić do punktu wyjścia. W drodze powrotnej na promie niewielu pasażerów. Zewsząd słychać przechwałki kto, ile i gdzie zarobił, ile dziennie zebrał borówek. My mamy tylko zdjęcia… Na pełnym i gładkim jak stół morzu wpatrujemy się we wschód księżyca.

7 sierpnia

Ta sama wyboista droga wita nas z powrotem w kraju. Odświeżony pomnik Bohaterów Westerplatte szykuje się do kolejnej okrągłej rocznicy wojennej porażki. Kierowcy w upale gnają jak szaleni, za nic mają własne bezpieczeństwo i drogowe przepisy. Z Warszawy nieustajacy sznur samochodów w ślimaczym tempie posuwa się w stronę wybrzeża i Mazur. Rozpoczął się weekend. My na szczęście a może na przekór zmierzamy w przeciwnym kierunku. Wpasowujemy się w nową rzeczywistość jakże odległą od sielskich obrazów jakimi karmiliśmy się przez ostatnie 3 tygodnie.

Relacja z VIII Wyprawy Fotograficznej Szwecja-Norwegia 2009 „Lofoty dla ochłody” ukazała się na łamach kwartalnika „ZEW PÓŁNOCY” w listopadzie 2009 roku.

Galeria zdjęć